poniedziałek, 16 marca 2009
Przepis pochodzi z forum CC, autorem jest natomiast Liska. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie pozmieniała, podam więc już moją wersję, niezwykle udaną (pewnie dzięki dodatkowi świeżych drożdży) mimo nie w pełni sprawnego piekarnika.
 
 
250 g zakwasu żytniego
200 g mąki pszennej białej
150 g mąki pszennej graham
150 g mąki żytniej
1 i 1/4 łyżeczki soli 
1 łyżka oliwy z oliwek 
5 g świeżych drożdży
250-300 ml wody
 
Wieczorem wymieszać zakwas z wodą wkruszyć drożdże, dodać pozostałe składniki. Wyrobić ciasto. Wody należy dac tyle, by ciasto nie było zbyt zbite ale też nie rzadkie. 
Foremkę-keksówkę wysmarować smalcem lub masłem i wysypać otrębami. Ciasto przełożyć do foremki i wstawić na noc do lodówki (uwaga, urośnie!).
Rano piekarnik nagrzać do 220 st C. Wstawić chleb popryskany po wierzchu wodą. Po 20 minutach zmniejszyć temperaturę do 190 st C. Piec kolejne 30 minut. Chleb wyjąć z foremki, odwrócić do góry nogami i dopiec spód jeszcze jakieś 10 min.
 
12:58, paulinek26121988 , Śniadaniowo
Link Komentarze (3) »
sobota, 14 marca 2009
Zabawne, jak często najzwyklejszy przypadek wpływa na nasze życie. Niczym w "Efekcie motyla", drobne decyzje podjęte pod wpływem chwili mają daleko idące konsekwencje w przyszłości, pozornie nieistotne drobiazgi mogą zmienić bardzo wiele. Nasuwa to trochę pesymistyczne wnioski, kiedy człowiek zacznie się zastanawiać "co by było, gdyby...". Ja na przykład mogłabym mieć pięcioosobową rodzinę, być gwiazdą telewizyjną lub pracować na zmywaku w Wielkiej Brytanii- tylko przypadek zadecydował, że jestem dokładnie tą osobą, którą jestem. Wystarczy, że urodziłabym się tydzień później, i nie poznałabym moich wspaniałych przyjaciół, nie mieszkałabym tu, gdzie mieszkam, kto wie, czy w ogóle studiowałabym w Warszawie! 
Decyzję o wznowieniu mojej przygody z zakwasem i pieczeniem chleba też podjęłam pod wpływem chwili, po tym jak dowiedziałam się, że w mieścinie niedaleko mojego miasta można kupić chlebową mąkę żytnią :-) i na pewno będzie to miało znaczący wpływ na moje życie, ponieważ tym razem postanowiłam, że za pieczenie biorę się na serio, i że nie będę się zrażać ani niepowodzeniami, ani brakiem amatorów moich wypieków. Wiosna idzie, więc zawsze będzie można się wybrać do Łazienek, dokarmić drób i gołębie :-))
 
 
Dzień I (czwartek)
1 szkl. mąki żytniej chlebowej
1 szkl. wody
1 łyżeczka jogurtu naturalnego
Wszystko razem wymieszać na dość gęstą papkę (można dodać więcej mąki lub więcej wody). Przykryć ściereczką i zostawić w ciepłym miejscu (okolice kaloryfera).
 
Dzień II (piątek)
1 szkl. mąki żytniej chlebowej
1 szkl. wody
Oba składniki dodać do misktury z poprzedniego dnia. Znów papka ma być dość gęsta i uwaga- ma wypełnić maksymalnie połowę naczynia, bo są duże szanse na to, że znacznie urośnie.
 
Dzień III (sobota)
Podziwiać, jak zakwas bąbluje, cieszyć się rozmnażającymi się drożdżami, wymieszać i zacząć szukać jakiegoś prostego przepisu na chleb.
 
Dzień IV (niedziela)
2 łyżki mąki
trochę wody
Z mikstury odlać 250 g zakwasu na chleb, do reszty dodać mąkę i wodę, wymieszać.
 
Dzień V (poniedziałek)
2 łyżki mąki
trochę wody
Dokarmić zakwas mąką i wodą, po jakichś 3-4 godzinach jeszcze raz wymieszać i wstawić do lodówki.
 
Tak wyglądała moja początkowa hodowla. Szkół jest oczywiście mnóstwo, przepisów tyleż samo, zapraszam na forum CC!
04:27, paulinek26121988 , Dodatki
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 marca 2009

Początkowo w ogóle mnie nie zachwycił. Całą sobotę myślałam nad tym, jakie ciasto upiec, i wymyśliłam sobie coś, co nawet nie miało wielkich szans na powodzenie. Nawet lekko się zdziwiłam, gdy po półgodzinnym pieczeniu okazało się, że chlebek wyrósł i nie ma zewnętrznych znamion zakalca! Ale spróbowane na ciepło było jakieś mało słodkie, niewyraźne. Smaczne, ale nie powalające na kolana i zdecydowanie poniżej moich ambicji ;-)

W niedzielę wieczorem zapakowałam kawał ciasta i przywiozłam do Warszawy. Moi współlokatorzy nie są specjalnymi amatorami słodkości, więc chlebek tak sobie leżał owinięty folią aluminiową do wtorku. A gdy wróciłam głodna z uczelni i spróbowałam, z pewnym wahaniem... okazało się, że jest o niebo lepszy niż zaraz po upieczeniu! Zrobił się mięciutki, wilgotny i aromatyczny, czyli taki jaki sobie wymarzyłam! Przepyszny!

4 jajka

6 łyżek oleju
1 szkl maślanki
1/2 szkl miodu
3 banany
3/4 szkl płatków owsianych
1/2 szkl cukru
1 łyżeczka sody
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 szkl mąki
75 g masła
75 g wiórków
2 łyżki cukru brązowego

20:37, paulinek26121988 , Śniadaniowo
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 marca 2009

 
składniki:
 
1 puszka mleka skondensowanego słodzonego
250g platkow owsianych zwykłych
75g wiorkow kokosowych
ok 200 g dowolnych bakalii
 
Mleko podgrzać, dodać płatki, wiórki i posiekane bakalie. Przełożyć do foremki wyłożonej papierem do pieczenia lub folią, wstawić do piekarnika nagrzanego do 130 st, piec aż masa się zarumieni. Jeszcze ciepłe pokroić na podłużne batoniki, po wystygnięciu przełożyć do metalowej puszki i przez kolejne poranki rozkoszować się smakiem.
 
Źródło: Nigella
 
20:20, paulinek26121988 , Śniadaniowo
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 23 lutego 2009
 
Przeglądając najnowszą książkę Nigelli, przypomniałam sobie o pewnym fantastycznym wypieku, którym razem z przyjaciółką zajadałyśmy się w Szkocji. Co wieczór nasz kumpel, u którego wynajmowałyśmy mieszkanie, przynosił z pracy papierową torebkę wypełnioną sconesami, które danego dnia nie sprzedały się w cukierni, w której pracował. Dla nich, czyli stałych mieszkańców, sconesy te były już taką atrakcją jak dla nas podeschnięte kajzerki, ale dla mnie i Beaty, zmęczonych i wygłodniałych, te słonawo-słodkawe bułeczki z rodzynkami były niczym manna z nieba. Oczywiście miałam plany upiec sconesy zaraz po powrocie do domu, ale kompletnie o nich zapomniałam, aż do dziś, kiedy to ogarnęła mnie nieodparta ochota pieczenia uwieńczona efektem w postaci dziewięciu rumianych sconesów. Dwa na gorąco pożarł mój kochany flatmejt, reszta czeka na jutrzejsze śniadanie. Do nich czekoladowo-orzechowy sos Nigelli, i słodkie sny w oczekiwaniu na te pyszności gwarantowane :))
 
 
2 szkl. mąki
1/4 szkl. cukru
1/4 łyżeczki soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
75 g masła
1 jajko
1/2 szkl. śmietanki kremówki
kropla olejku wanilinowego lub opakowanie cukru wanilinowego
50 g rodzynek
 
Wymieszać 4 pierwsze składniki i posiekać je z zimnym masłem, aż powstaną małe grudki. Dodać resztę składników i szybko wyrobić na jednolite ciasto. Lekko podsypując mąką, rozwałkować je, czy raczej rozpłaszczyć wałkiem na placek o około dwucentymetrowej grubości, i umączoną szklanką wycinać okrągłe sconesy. Układać je na wyłożonej folią aluminiową blaszce, smarować jajkiem lub mlekiem i piec 15-20 min u temp 175 st, aż będą pulchne i rumiane.
 
Źródło: net
 
21:04, paulinek26121988 , Śniadaniowo
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 lutego 2009
 
Od paru już lat co Tłusty Czwartek zabierałam się do smażenia faworków i jakoś mi było z nimi bardzo nie po drodze. Bałam morza wrzącego tłuszczu, zwykle nie miałam też czasu, poza tym wydawało mi się, że mnóstwo z nimi zachodu. Dzisiaj jednak mój brat po nieopatrznym wyjawieniu mu moich obaw zaczął mnie wręcz dręczyć o talerz pełen złocistych, posypanych cukrem pudrem faworków. Okazało się oczywiście, że wszelkie moje obawy były nieuzasadnione, a cała zabawa to kwestia jakiejś godzinki, może półtorej :)
 
 
300 g mąki
2 łyżki cukru pudru
5-6 żółtek
3 łyżki kwaśnej śmietany
1 łyżka spirytusu
 
olej (tudzież smalec, brr..)
 
Wszystkie składniki zagnieść razem na zwarte, ale miękkie ciasto. Delikatnie podsypując mąką, wybić ciasto wałkiem- ok 15 minut (normalnie wyjmujemy ciasto z miski, kładziemy na blacie, walimy wałkiem :d, jak się rozpłaszczy to składamy je na pół i tak dalej). Im dłużej wybijane ciasto, tym ponoć lepsze faworki :)
Następnie rozwałkowujemy ciasto najcieniej, jak się da (ma wręcz prześwitywać). Jeśli podczas wałkowania płat ciasta się kurczy, musimy z nim trochę powalczyć, ale naprawdę warto :). Kroimy go na paski, na środku każdego wycinamy szparkę i przewijamy je, jak to się robi z faworkami :) Najlepiej to robić partiami, w miarę gdy już zrobione faworki się smażą. A smażymy je tak, jak frytki- na rozgrzany olej, po kilka sztuk. Ja miałam dość mały garnek, w który wlałam litr oleju. Niektórzy twierdzą, że najlepsze faworki to te smażone na smalcu, ale myśl o garnku pełnym rozpuszczonego, średnio pachnącego smalcu lekko odbiera mi apetyt, wzbudzony przez widok pysznych, kruchych faworków :))
 
Źródło: Mama
 
15:45, paulinek26121988 , Ciasteczka
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 lutego 2009
 
Uwielbiam piec drożdżówki! To mój ulubiony rodzaj ciasta, zaraz po pierniczkach. Drożdże chyba odwzajemniają moją sympatię, bo rzadko kiedy ciasto drożdżowe mi nie wychodzi. Nawet najprostsze, najzwyklejsze bułeczki mogą zamienić ponury, zimowy poranek w pachnącą i radosną chwilę. Najczęściej robię je z twarożkiem, bo osobiście przepadam za wszystkim, co można podczepić pod kategorię "przetwory mleczne", ale równie pyszne będą z dżemem, nutellą, jagodami- słowem, z czym dusza zapragnie! Smacznego!
 
 
składniki:
 
50 g drożdży
1 szkl. mleka
4 szkl. mąki
1/2 szkl. cukru
2 jajka
1/4 kostki masła
1 op. cukru wanilinowego
 
250 g białego sera
1 jajko
3 łyżki cukru
1 op. cukru wanilinowego
1 łyżka mąki
garstka rodzynek
 
Mleko lekko podgrzać, wkruszyć drożdże, posypać łyżką cukru, odstawić na 15 min. Masło rozpuścić i przestudzić. Mąkę wymieszać z cukrem, wlać rozczyn  i masło, wbić jajka, wsypać cukier wanilinowy i wszystko razem wyrobić na miękkie ciasto (im dłużej, tym lepiej- ciasto będzie bardziej elastyczne, mniej klejące się- ale 10 min jest ok).
Twaróg zmiksować z jajkiem, cukrem, cukrem wanilinowym i mąką. Dosypać rodzynki, wymieszać.
Ciasto podzielić na 16 kawałków, każdy rozklepać na kształt okrągłego placuszka, nadziewać łyżeczką twarogu, skleić brzegi i uformować okrągłą bułeczkę. Układać je na blaszce wyłożonej folią aluminiową lub papierem do pieczenia, dość luźno, bo podczas pieczenia bardzo rosną! Odstawić na godzinę w ciepłe miejsce albo na noc do lodówki (polecam wersję nr 2), piec, zajadać! :)
 
Źródło: Mama
 
10:37, paulinek26121988 , Śniadaniowo
Link Komentarze (7) »
wtorek, 27 stycznia 2009
 
Proste i pyszne, czyli dwie najważniejsze cechy przygotowywanych przeze mnie dań obiadowych :D Przepis dostałam od Beci (tak, tak, na odwrót tym razem ;-) ) za czasów naszej pamiętnej wakacyjnej przygody w Szkocji. Udoskonaliłam go kukurydzą i oto, co powstało:
 
 
składniki:
3 cebule
2 puszki tuńczyka
1 kartonik (250 ml) śmietanki 18%
puszka kukurydzy
sól, pieprz
1 op. makaronu spaghetti (500 g)
 
Cebule pokroić w piórka, posolić, poddusić na oleju do miękkości. Tuńczyka (w sosie własnym lub oleju, obojętnie) odsączyć, dodać do cebuli, wlać śmietankę i wsypać kukurydzę (również odsączoną z zalewy). Wszystko razem poddusić 5 min, doprawić solą i pieprzem.
Makaron ugotować al dente, przełożyć na talerze, polać sosem. Jeść! :)
 
Porcja wystarczy na nakarmienie 4 bardzo lub 5 mniej głodnych osób.
 
Źródło: Becia
 
23:17, paulinek26121988 , Niesłodko
Link Komentarze (3) »
niedziela, 18 stycznia 2009
 
Absolutnie fenomenalne, mięciutkie, pachnące i pyszne! Odkąd odkryłam ten niepozorny przepis, 1) polubiłam cynamon 2) niemal zawsze drożdżówki 'wyrastam' ;-) w lodówce (vide przepis na Ciasto Wielkopolskie). Świetne na weekendowe śniadanie, robi się je naprawdę prosto i szybko, a efekt (także wizualny :) ) przechodzi najśmielsze oczekiwania! :)
 
 
50 g drożdży
1 szkl. mleka
2 jajka
1/2 szklanki cukru 
1/4 kostki masła 
4 szklanki mąki 
opcjonalnie- skórka z cytryny
  
2 łyżki roztopionego masła
1/2 szklanki cukru
2 łyżki cynamonu
opcjonalnie- garść rodzynek
 
Mleko lekko podgrzac, wkruszyć drożdże, posypać łyżeczką cukru i odstawić do wyrośnięcia. Masło rozpuścić. Mąkę przesiać, wlać rozczyn i masło, wbić jajka i zagnieść na miękkie, elastyczne ciasto. (Im dłużej się zagniata, tym łatwiej później rozwałkować).
Ciasto rozwałkować na prostokąt o wymiarach ok 30x40 cm (im dłuższy, tym więcej mniejszych bułeczek nam wyjdzie, im szerszy tym dłuższa spiralka w każdej bułeczce ;-) ). Prostokąt posmarować rozpuszczonym masłem i posypać cukrem zmieszanym z cynamonem. Zwinąć wzdłuż szerszego boku, pokroić delikatnie na półtoracentymetrowe plasterki i układać na blaszce (dość blisko siebie, żeby podczas pieczenia troszkę się posklejały). Blaszkę włożyć na noc do lodówki.
Nastepnego dnia wyjąć blachę z lodówki, włożyć do piekarnika i nastawić temperaturę na 175 st. Piec aż do zrumienienia się bułeczek. 
 
Źródło: Bajaderka (CC) + ja
 
21:36, paulinek26121988 , Śniadaniowo
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 stycznia 2009
 
Prosto z szaleństwa pierniczkowego wpadłam w szaleństwo naukowe, więc kompletnie wyleciało mi z głowy blogowanie. ;-) Dwa egzaminy za mną, siedem przede mną (mmm rozkosze studiowania w mojej szkole...), nos w książce, nawet o jedzeniu zapominam, co dopiero mówić o pieczeniu! Ale przyrzekam sobie, że jeśli tylko wszystko zaliczę, w ferie szykuje się mój osobisty megafestiwal kulinarny! :D
 
Poniższy przepis krąży w sieci pod różnymi nazwami i w różnych wersjach, ja jednak do dziś pozostaję wierna CC i moim drobnym udogodnieniom/udoskonaleniom, gdyż naprawdę nic mu nie brakuje do tego aby na jego podstawie wyprodukować całą masę przepysznych ciastek. Nie lubisz pierniczków?- zmienisz zdanie! Dopóki osobiście nie rozpoczęłam nowej tradycji świątecznej w moim domu też nie przepadałam za piernikiem, ale te ciacha to inny wymiar smaku w porównaniu z tymi kupnymi, naprawdę! Zarabianie ciasta w październiku to już rytuał, co roku robię o porcję więcej, w tym było 12 kg ciasta, aż strach pomyśleć, co będzie za 30 lat ;-)
 
 
 
 
500 g miodu
2 szkl. cukru
1 kostka masła
1 kg + 1 szkl. mąki 
3 jaja
3 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 szklanki mleka
1 łyżka kakao
2 szkl. drobniutko posiekanych bakalii
1 op. przyprawy do piernika
 
Miód, cukier i tłuszcz rozpuścić w garnku i pozostawić do ostygnięcia. Do masy dodać mąkę, jaja, kakao, przyprawę, bakalie oraz rozpuszczoną w zimnym mleku sodę. Ciasto dobrze wymieszać, miskę przykryć ściereczką i odstawić na kilka tygodni w chłodne miejsce. Gdy już nadejdzie długo oczekiwany dzień pieczenia, rozwałkować ciasto na grubość ok. 0,5 cm i wykrawać pierniczki.
Po upieczeniu pierniczki muszą poleżeć w metalowych puszkach ok 2-3 tygodnie.
 
Ja zagniatam ciasto w połowie października, piekę pierniczki na początku grudnia, lukruję i zdobię tuż przed Świętami. Część nadziewam powidłami i oblewam mleczną czekoladą, część zostawiam bez niczego (najlepsze!). Piecze się je krótko, tak aby po wystygnięciu nie były zbyt twarde. Jeśli nie chcą zmięknąć w puszce, można wrzucić do nich kawałeczek jabłka lub plasterek cytryny. W przypadku niedomiaru puszek (u mnie nagminne) można zapakować pierniki do szklanych słoików.
  
Źródło: Aganiok (CC)
 
22:50, paulinek26121988 , Ciasteczka
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4